Twittera nie trzeba chyba przedstawiać żadnemu czytelnikowi tego bloga. To serwis, który wywołuje różne, czasami skrajne emocje - jedni go kochają, inni natomiast nienawidzą. Ci pierwsi uważają, że to fajna zabawa i nie zrażają się dość licznymi problemami (związanymi między innymi z obciążeniem serwisu), tymczasem ci drudzy sądzą, że to po prostu strata czasu i nikogo nie interesuje, że ktoś idzie właśnie do klopa. Ja sam ideę Twittera bardzo lubię, ba, byłem (chyba) jednym z pierwszych jego "promotorów" w Polsce. Co ciekawe, Twitter, gdy go wrzuciłem na Wykop w listopadzie 2006 roku, dostał jedynie dwa wykopy, natomiast kilka miesięcy później jego niedziałający już klon, ibogg, zebrał ich aż trzydzieści dwa.
Nieprzypadkowo napisałem wcześniej, że "lubię ideę Twittera", ponieważ jego samego właściwie przestałem używać. Dwa miesiące temu zastąpił go mi blip - jeden z trzech najpopularniejszych serwisów mikroblogowych w Polsce. Do tej pory używałem w większości "orginalnych" aplikacji - del.icio.us zamiast np. linkologii, flickra zamiast garnka, linkedin zamiast profeo, czy GoldenLine. Jest to spowodowane tym, że polskie wersje zagranicznych serwisów są rozwijane wolniej, a czasami po prostu nie mają funkcjonalności orginałów. Blip jest inny - ma wszystko to, co Twitter i może nawet trochę więcej. Ale to nie dlatego przerzuciłem się na niego. Zachęcił mnie jego klimat, co postaram się tu opisać.
Otóż na blipie panuje o wiele luźniejsza atmosfera, wpisy są częstsze, a dodatkowo serwis natywnie udostępnia możliwość prowadzenia rozmów między użytkownikami. Dzięki temu mogę dyskutować z różnymi osobami, nawet jeżeli nie znam ich danych kontaktowych (przy okazji - te rozmowy nikomu nie spamują głównej, tak jak na Twitterze, a są chowane i wyświetlane jedynie na kokpicie rozmówców). Twitter wydaje się statyczny, a blip o wiele żywszy. To właściwie jest główny powód, dla którego się przeniosłem.
Dodatkowo blip jest polski, a jego użytkownikami są Polacy. Znam większość osób, które obserwuję i mniej więcej wiem, o czym piszą. Tymczasem z osób, które śledziłem na Twitterze znałem chyba tylko połowę. Resztę stanowili popularni bloggerzy z reszty świata. Przyznam, że początkowo ciekawiło mnie, co oni robią w swoim wolnym czasie, ale później po prostu znudziło mi się to i czytałem głównie tylko wpisy moich kolegów (akurat na Twitterze też często były nimi osoby, z którymi rozmawiałem kilka razy w życiu :)).
Problemem blipa, nad którym już kiedyś debatowano, jest jego dość duża podatność na pokemony, która pojawiła się wraz z przejęciem aplikacji przez Gadu-Gadu. Wcześniej blip był znany tylko osobom bardziej związanym z Internetem, tymczasem teraz każdy jelonek może się zarejestrować. Ostatnio pojawiły się dwie nowe funkcje, które wydają się trochę problematyczne - "szturchania" i wrzucania do blipów obrazków. Nie jestem co do nich przekonany i zadaję sobie pytanie: czy są one na prawdę potrzebne? Dodawanie zdjęć to jak dla mnie nieprzemyślany pomysł - nie ułatwia, ani nie wspomaga to samego blipowania, a może podziałać motywująco na pokemony, które bardzo chętnie będą dodawać swoje sweetaśno-różowe gify do kolejnych statusów. Wcześniej można było dodawać fotografie tylko z telefonu komórkowego i myślę, że jedynie taka opcja powinna być dostępna. A szturchanie... rozważmy, że nagle przestanę blipować i dwadzieścia osiem osób, które mnie obserwuje postanowi mnie pobudzić tą funkcją do pisania. No cóż, trochę nieciekawa sytuacja - moja skrzynka zostanie zaspamowana. A wyobraźcie sobie, co mają powiedzieć popularniejsi ode mnie bliperzy (przykładowo Fanatyk ma 119 obserwujących). ;) Od siebie, tak nawiasem, wtrącę, że przydałaby się lista ulubionych wpisów - na Twitterze miałem zgromadzonych kilka unikatów, a na blipie też by się trochę znalazło.
Jednak wady, które wymieniłem, są tylko małymi rysami i w ostatecznym rozrachunku to blip jest dla mnie górą. A jak Wy uważacie? Preferujecie Twittera, blipa, pingera, pownce, moblo, czy może jaiku? I dlaczego? A może sądzicie, że ten cały mikroblogging to bzdura i nie warto się produkować? Jestem ciekaw Waszych opinii.
Czas na kolejne podsumowanie, tym razem ostatnich dziesięciu dni.
-
Wykop - parodia digg?
-
Genesis Gallardo - wirus w naszej-klasie
-
Dandelife
-
NWiki
-
Refleksji kilka, czyli o Naszej-Klasie raz jeszcze (I).
-
Refleksji kilka, czyli o Naszej-Klasie raz jeszcze (II).
Umieściłem aż trzy linki do artykułów dotyczących Naszej-Klasy, ale to przecież najbardziej gorący serwis polskiej Sieci. ;) Właściwie, to nie wiem dlaczego - brzydkie i mało funkcjonalne to to, a sześć milionów ludzi dało się skusić.
Ok, newsy są, krytyka jest, niestety nie umieściłem tylko Naszej-Klasy w tytule jakoś zmieściłem ją nawet w tytule. Teraz powinno się zlecieć grono ludzi do uświadamiania mnie jakim jestem łosiem, zazdrośnikiem i zawistnikiem. :D
Czasami podczas czytania feedów RSS łapię się na "przeskakiwaniu" po wiadomościach - przeglądam wtedy tylko tytuły, rzadko wprowadzenia, a jeszcze rzadziej całą ich treść. Zazwyczaj przydarza mi się to przy blogach typu Mashable, czy Techcrunch, które serwują w ilościach hurtowych serwują wpisy często dotyczące serwisów, o których w życiu dotąd nie słyszałem i za pewne nie będę ich używał.
Niestety, takie „czytanie” sprawia, że uciekają mi niektóre ciekawe dyskusje i dowiaduję się o nich z dość dużym opóźnieniem dopiero z innych blogów. Nie ma w tym niczego złego, ale zauważyłem, że zdarza mi się to coraz częściej i zacząłem myśleć nad rozwiązaniem tego problemu. Najlepszym pomysłem, jaki przyszedł mi do głowy, było stworzenie aplikacji, która na podstawie czytanych blogów tworzy listę postów mogących potencjalnie mnie zainteresować. Taki serwis może działać w dwóch różnych formach, które postaram się przytoczyć.
Pierwszym rozwiązaniem jest stworzenie całkiem nowego czytnika RSS posiadającego wszystkie podstawowe funkcje i np. na stronie głównej proponującego użytkownikowi ciekawsze, niż inne wpisy. Problemem tego rozwiązania jest fakt, że userzy nie lubią się rozstawać z ich ulubionymi aplikacjami, a do takich na pewno należą czytniki RSS. Dodatkowo trudno dogodzić wszystkim gustom. Takiemu serwisowi na prawdę trudno byłoby przegonić nie tyle Google Readera, co choćby Netvibes (w odpowiednich rękach, oczywiście).
Inną opcją jest aplikacja, do której tylko importowałoby się feedy ze swojego ulubionego czytnika, a ona by je tylko „mieliła” i pokazywała prawdopodobnie najbardziej nas interesujące wiadomości. Jest to rozwiązanie zupełnie przeciwne do podanego wcześniej, bo jego zaletą jest fakt, że można go używać nie zwracając uwagi na czytnik, a wadą, że trzeba by na bieżąco aktualizować listę czytanych źródeł.
Przedstawiłem dwa możliwe rozwiązania, na które wpadłem, jednak nie wyjaśniłem, jakim sposobem system miałby proponować nam owe „ciekawe” wpisy. Mój pomysł (z braku weny nazwałem go właśnie ideą "inteligentnych" czytników RSS) jest całkiem prosty i (chyba) łatwy do zaimplementowania. Opiera się na stwierdzeniu, że czytamy głównie blogi o jednej tematyce – np. ¾ blogów, które ja śledzę jest o Internecie, Web 2.0 i nowych startupach. Owy serwis na początku sprawdzałby, czy dziennik, na którym opublikowano posta, jest wystarczająco popularny wśród ludzi o podobnych do mnie preferencjach (czytam głównie o Internecie, ale mogę przecież dodać jeden blog o, powiedzmy, wędkarstwie. Nie znaczy to jednak, że z równym zainteresowaniem będę śledził dotyczące jego tematyki dyskusje). Potem określałby jego „ciekawość” – na podstawie liczby komentarzy i trackbacków, czyli sprawdzałby reakcję blogosfery na tą wiadomość. Dopiero taką przefiltrowaną listę aplikacja wyświetlałaby użytkownikowi, który z rana (lub wieczora) nie chce zostać zasypany nowymi wpisami. ;) Oczywiście, na podobnej zasadzie można dopisać także proponowanie użytkownikowi ciekawych blogów, których on jeszcze nie czyta, ale mogą mu się spodobać.
Dawno temu gdzieś napisałem, że jeżeli mi czegoś w Sieci brakuje, to sobie to po prostu dorabiam. Tak było w przypadku np. dashboardu. Teraz trochę się zmieniło i nie mam ani tak dużo czasu jak wcześniej, ani ochoty na zajmowanie się kolejnym serwisem. Dlatego postanowiłem opisać pomysł na blogu i zachęcić osoby znające się na tworzeniu stron do roboty, może wyniknie z tego coś ciekawego i przydatnego internautom.
Wczoraj Susek napisał wpis na temat Blipcastu, serwisu służącego do tagowania i porządkowania swoich blipów w kanały. Zapytał w nim, czy niektórzy użytkownicy przypadkiem nie nadużywają tego narzędzia i rozpoczął dyskusję, która przeniosła się potem na kilka innych blogów.
Ale o co chodzi?
Susek zwrócił uwagę na problem nadmiernego tagowania wiadomości, #czyli #takiego #pisania. Niektórzy odebrali ten wpis jako atak na blipcast. Otóż nie - Susek zaapelował do bliposfery, czyli ludzi, którzy go używają. Myślę jednak, że trochę przesadził, bo wpisy, o których pisał są tylko małą częścią całości (choćby takie spamy, jak ten). Pomijając to, trudno było się z nim nie zgodzić.
W odzewie na krytykę Suska Przemek z @net wysunął propozycję, by zmodyfikować kolumnę "Potrafią tagować" na losowo generowaną listę Blipowiczów w ogóle tagujących. Według niego nadmierne tagowanie może być powodem chęci znalezienia się na topie i zdobycia popularności. Oczywiście, tutaj nie do końca się z nim zgadzam, bo sam na tej liście jestem ;), ale pomysł Przemka uważam za najlepszy i godny rozpatrzenia przez twórców.
Problem skomentował jeszcze dRaiser, który zwrócił uwagę na to, że tagowanie może być chwilową modą i afera została wywołana niepotrzebnie. W tekście można również zwrócić uwagę także na taki fragment:
"(...) Ludzie znajdujący się w ramce “potrafią tagować” wydają się być ogromnie wzmocnieni, jeśli chodzi o ich osobisty LansRank."
dRaiser, przecież Ty też tam jesteś! :)
Moim zdaniem
Blip jest platformą inną niż reszta microblogowych serwisów i to stąd może wywodzić się problem. Rozmowy, wpisy i dyskusje są na nim o wiele luźniejsze niż na np. Twitterze. Dodatkowo nikt nie śledzi całej bliposfery, a jedynie swoich przyjaciół, których dobrze zna (ja nie mam chyba nikogo z kim nie rozmawiałem w "obserwowanych"). A jak wiadomo w gronie przyjaciół łatwo o jakąś modę, którą ekscytują się na początku wszyscy, a potem tylko ci, którzy na prawdę sądzą, że to coś ciekawego. Myślę, że już niedługo okaże się, który sposób tagowania jest lepszy i to jego blipujący zaczną używać.